concert

Fink w krakowskim Kwadracie

Perfect darkness – od tej piosenki zaczęła się moja muzyczna przygoda z grupą Fink. Gdy usłyszałem, że brytyjczyk z kolegami zamierzają odwiedzić Kraków, wiedziałem że to będzie koncert, którego nie mogę odpuścić.

Ciężko przypisać Fink’owi konkretny gatunek muzyczny, ale czy trzeba tak wszystko szufladkować? To po prostu dawka świetnej, przemyślanej, trzymającej w napięciu i bardzo dojrzałej muzyki. Jeśli szukasz w muzyki, w której możesz się zanurzyć nie możesz przejść obojętnie obok jego twórczości.

A było to tak…

Skromna scena, na której panuje artystyczny nieład – sprzęt sprawia wrażenie rozrzuconego, przy klawiszach zamiast stołka stoi cajon. Uwagę przyciągają dwa zestawy perkusyjne. Zapowiada się ciekawie 😉

Gdy na scenie pojawiają się Panowie, a z głośników rozbrzmiewają pierwsze dźwięki ludzie jak zaczarowani zaczynają przenikać muzyką. Charakterystyczna barwa głosu świetnie miksuje się z podkładem pełnym przestrzeni i kolorów. Pomiędzy utworami pojawiło się kilka krótkich przemówień wokalisty, z których czuć było szczerość i radość z tego co robi. Muzyczna hipnoza trwała około półtorej godziny. Fink zaprezentował repertuar dość spójny, charakter utworów był zbliżony, a mimo to koncert okazał się jednym z ciekawszych na jakim byłem.

Warto wspomnieć o tym, że aranżacje koncertowe różnią się od tych znanych z płyt (dłuższe partie instrumentalne, kilka zmian w linii wokalu) – takie zabiegi, moim zdaniem, zasługują na pochwałę. Przecież idziemy na koncert, a nie na odsłuchiwanie krążka 😉

Fink i jego koledzy zasługują na miano artystów. I to przez duże „A” !

Ukłony dla wszystkich osób na scenie – klimat, który stworzyli naprawdę ciężko opisać, a niebanalnymi umiejętnościami zagwarantowali świetną jakość.

Ciekawostką okazały się nie tylko dwie perkusje ( co oczywiście wypadło obłędnie! ), ale także to że muzycy zmieniali instrumenty (np. jeden z perkusistów został na dwa utwory gitarzystą) i na każdym radzili sobie świetnie. Brawo Panowie!

Od strony technicznej…

Bardzo dobrze wypadła również kwestia nagłośnienia – słychać było czytelnie każdy instrument, zarówno przed sceną jak i na balkonie. Wspomnę też o designie biletu – lubię mieć pamiątkę więc zwracam na to uwagę 😉 Pełen szacunek za walory estetyczne wejściówki! Zobaczcie sami:

Fink ticket

Czekam na następną wizytę!

Zostawiam Cię z utworem o którym wspominałem na początku. Daj się zahipnotyzować 😉

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *